Nadchodzi rodzeństwo!

Że pierwsze dziecko to totalna rewolucja dla rodziców, to wiemy. I mam wrażenie, że jak juz sie pojawia, to wszystkie opowieści jaka to zmiana wydają się niedoszacowane... A potem się wszystko uspakaja, wyrównuje i myślimy o drugim! Tylko że to drugie to zmiana już nei tylko dla nas, ale i, a może przede wszystkim, dla tego pierwszego. Co zrobić, żeby przeszło to w miarę bezboleśnie? Kilka mam podzieliło się z nami swoimi doświadczeniami, połączę to z moimi – może komuś się przyda:)

Pierwsze pytanie, które się pojawia to kiedy powiedzieć o spodziewanym rodzeństwie. Nie wiem na czym to polega, może to zbieg okoliczności (czyżby???) ale parę tygodni jak dowiedziałam sie o drugiej ciąży, Bruno ni stąd ni zowąd poprosił o dzidziusia. I pytał codziennie przez kilka dni czy będzie miał dzidziusia. Kilak moich znajomych miało podobne sytuacje, więc może jednak jest jakiś dodatkowy radarek u naszych dzieci?

Ja powiedziałam o rodzeństwie jakoś w 6. miesiącu. Znam przypadki, ze rodzice mówili wcześniej, ale znam też taki, że powiedzieli dwa tygodnie przed terminem. Nie, to nie jest takie dziwne jakby się mogło wydawać – jeśli my dzieciom nie powiemy, one naprawdę nei widzą dużego brzucha, tak jak nei widzą, że Murzyn jest nieco inny... Z jednej strony czekanie kilka miesiecy dla kilkulatka jest upiorne, ale z drugiej bardzo fajnie “nawiązuje kontakt z brzuchem” – niespełna trzyletni Bruno był zafascynowany kto tam jest, pukał, głaskał, śpiewał i całował na dobranoc. No i oczywiście pytał skąd się ten dzidziuś tam wziął. Nasza wersja była dość lajtowa – z serduszka.

Super sprawdzały nam się książeczki – bohaterowie w różny sposób szykowali sie na rodzeństwo, my korzystaliśmy z ich porad. I w którejs z nich starsza dziewczynka zostawała z dziadkami co nam się bardzo przydało, bo mielismy ten sam scenariusz:) Ja strasznie przezywalam, ze zostanei na 3 dni beze mnie, ale Bruno zniosl to bez wiekszego wrazenia:)

Oczywiście, że każde rodzeństwo jest inne, dużo zależy od różnicy wieku, więc poniżej uniwersalne podsumowanie rad mam, które opowiedziały nam jak to było u nich:

- nie warto nastawiać starszego rodzeństwa na zabawę z młodym – nikt nie lubi rozczarowań, a umówmy się, że zabawa z noworodkiem jest dość umiarkowana;



- jakis wypasiony prezent od “nowego”. I tu podobnie jak z tym rosnącym brzuchem - tak do 4-5 roku życia dzieci nie pytają jak się zmieścił rower w brzuchu:)) Taki prezent naprawdę staje się wyjątkowo lubianą zabawką i ma szczególne miejsc.



- pamiętać, że przez kilka dni jak byłyśmy w szpitalu, nasze pierwsze dziecko wcale nei urosło, ani nie wydoroślało:) Mi mój wcześniej malutki Bruno wydał się gigantyczny jak wróciłam ze szpitala! I taki dorosły! Naprawdę nie mogłam uwierzyć, że ma aż tak duże ręce i głowę. No a to oczywiście totsalna bzdura. Bywa tez odwrotnie - jedna mama mówiła, że to to nowe było jakies takie maciupeńkie:)



- fajnie sprawdza się lalka-bobas; kiedy mama zajmuj się młodym, starsze zajmuje sie lalką i zwykle to uwielbia:) no i bardzo się angażują - nierzadko chłopcy karmią laleczki cycuszkiemJ



- youtube! Filmiki z bobasamiJ



- mimo że bywa to ciężkie warto, żeby rodzice poświęcali starszakowi jeszcze więcej uwagi i czułości, obowiązkowy czas tylko z mamą, bez towarzystwa tego nowegoJ



- proś o pomoc w opiece nad rodzeństwem, ale bez przymuszania, czy oczekiwania niczego – ma ochote pomóc kąpać, czy wyrzucić pieluchę – super! I trzeba mocno mocno pochwalić i podziękować. A jak nie ma, to nic...



- dość szybko okazuje się, że dla młodego, największą i najlepszą zabawą jest patrzenei na starszego, na sam widok buzia się smieje, a jak starze obdarzy młodsze spojrzeniem, to już pełnia szczęścia. Ja starałam się to bardzo podkreślać i mówić Brunowi, że jest dla Niny wzorem i kims super fajnym.



- czesto kłopoty zaczynają się z poślizgiem. Nie na początku, ale jak młodsze zaczyna się poruszać i dosięgać do rzeczy starszego, czyli atakuje terytorium. Na to nie ma rady – tłumaczenie, tłumaczenie, tłumaczenie... My wprowadziliśmy jasne zasady, których Bruno musiał przestrzegać, np: chcesz coś zabrać, daj coś w zamian; jak bawisz się czymś, czym się nie chcesz lub nie możesz podzielić, schowaj się lub baw sie przy stole.



- to niekończące się tłumaczenie jest oczywiście na porządku dziennym i z jednym dzieckiem, ale przy dwójce warto kłaść szczególny nacisk na wzajemny szacunek i podziw. My z jednej strony podkreślamy, jak Bruno imponuje Ninie i jak ona np by juz bardzo chciała tak świetnie rzucac piłkę. A z drugiej – zarażamy Bruna radością z postępów Niny.



Z wypowiedzi mam wynika, że nei ma złotej recepty na zazdrość i mini bójki – u jednych są, u innych nie. Na zachętę dla tych, którzy się wahają czy dadzą radę, zacytuje co powiedziała nam Małgosia J: kobieta to takie fajne urządzenie, że czym trudniej tym lepiej się organizuje, tym lepiej znosi przeciwności zamiast planu A i B ma plan do Z w razie co. Naprawdę jestem pozytywnie zaskoczona jak łatwo idzie mi przy dwójce, co lepsze lepiej sobie radzę teraz z dwójką niż jak było tylko jedno! :)



No i mamy zgadzają się, że pierwsze ze szkła, a drugie z gumy:) Lub ulubiony dowcip mojego kolegi, ojca początkującego:

- Co robisz, jak dziecko połknie 5zlotowke?

- Jak to pierwsze dziecko – pedzę do lekarza, jak drugie – sadzam na nocnik, a jak trzecie – potrącam z kieszonkowego.