Niny pożegnanie z pieluszką


Jakiś czas temu radziłam się naszych MamaGamowych fanek co i jak z nocnikowaniem, bo przyszedł czas na Ninę.


U mnie metoda była jak przy Brunie. Czyli pewnego dnia zamiast pieluchy – majteczki. I niech się dzieje co chceJ Oczywiście przygotowałam na to wcześniej Ninę – znała już swój nocnik (co wcale nie znaczy, że chciała na nim siadać!), wybrała majtki (różowe niemal wszystkie) w sklepie…



Pomna doświadczeń z Brunem byłam całkiem nieźle przygotowana – crocsy w pogotowiu (zasiusiane adidaski muszą wylądować w pralce i nie zawsze szybko wysychają, a zasiusiane buty plastikowe płuczemy i gotowe), spodnie podzielone na jasne i ciemne, żeby było łatwiej zarządzić praniem na koniec dnia.



No ale Nina to nie Bruno i na każdy temat ma swoje zdanie. Więc uznała, że na nocniku siusiu śpi, nie ma co siadać, bo i tak nic nie leci i siusiu się robi na podłogę. Mimo, że doszłam do takiej wprawy, że wiedziałam, że szklanka wody wyleci po 12-15 minutach. Ale i tak nie udawało się złapać do nocnika, bo Ninka wytrzymywała tam ok. 10 sekund.



Ogromną pomocą okazały się książeczki, co mnie wcale nie zaskoczyło. Szczególnie Nocnik dla dziewczynek*, bo tam jest baaaardzo dosadnie podkreślony fakt, że trzeba poczekać – cała stronę dziewczynka czeka. Jak mi się udało przytrzymać Ninę na nocniku z książeczką, to i udało się złapać siusiu (też nie za pierwszym razem). A jak się udało złapać pierwszy raz (po ok. tygodniu), to już poszło gładko. Nocnik łatwo dostępny, Nina biega sama i tylko informuje, że siusiu już w nocniku.

*jest też wersja dla chłopców

W liczbach to mniej więcej: w dniach 1-9 zero siusiu w nocniku (byłam juz bliska poddania się! ), w dniu 9. przełom! Potem ze dwa dni pół na pół, a potem juz pełna kontrola.



A teraz o osprzęcie. Ninka korzysta z nocnika PLH i jestem naprawdę zadowolona. Jest duży, masywny, wygodny, stabilny. A miseczka do wylewania zawartości na tyle mała i poręczna, że Ninka sama wylewa z łatwością. Z czego też jest dumna oczywiście.





Na pierwszym spacerze pokazałam też nocnik turystyczny Potete, ale nie spotkał się z aprobatą. Okazało się jednak, że to było za wcześnie, za dużo wrażeń naraz. Jak już podstawy zostały opanowane, pokazałam drugi raz jako specjalny nocnik na spacery. I już było ok, działa.



Jest wygodny, poręczny i co najważniejsze zawsze pod ręką! Za pierwszym razem Nina była zaskoczona, że o tyle mniejszy niż jej główny nocnik, ale przyjęła to za cechy nocnika na spacer i wszystko gra.

Wyjątkowo dobrze sprawdził się na wyjeździe na urlop – na plaży, na spacerze, a nawet w samym hotelu! Nina nie potrafi jeszcze zbyt skutecznie wstrzymywać, więc fakt, że nocnik w 5 sekund jest gotowy do usiądnięcia niezwykle ułatwiał nam życie i zaoszczędził sporo mokrych ubranek. A i świadomośc, że wszystko po sobie sprzątamy i nie przykładamy się do zamiany niektórych zejść na plażę w publiczne toalety była przyjemna:)



Pozostała jeszcze kwestia nocek. I znowu, jak przy Brunie - chciałam wyczekać kilka nocy pod rząd z susza pieluchą, aby wyjąć na stałe. Ale Nina mnie uprzedziła! Któregoś dnia wyszła wieczorem z łóżka, przydreptała do mnie i powiedziała: jestem juz duża i nie potrzebuję pieluchy. Wcale! Więc posłusznie wyjęłam i się udaje póki co (a to juz niemal dwa tygodnie)....Zobaczymy jak będzie dalej:) Jak będą wpadki to zaraz do oferty MamaGama dołączy jakieś fajne specjalne prześcieradło...



A, zapomniałabym! Jest jeszczen produkt pomocny w całym procesie - wkładki do fotelików samochodowych (my mamy marki Sunshine Kids lub Close Parent). Tu przyznaję, nie miałam okazji wykorzystać, ale Klientki są zadowolone:)