Pożegnanie z pieluszką

Temat, który krąży w myślach mam i budzi mnóstwo wątpliwości. Największa – kiedy TO zrobić??? To, czyli zrezygnować z pieluch.

Po pierwsze dziecko powinno być na to gotowe. Jest sporo osób, które twierdzą, że można zacząć już w okolicach pierwszych urodzin sadzać na nocnik. Jednak w 99% będzie to raczej łut szczęścia niż rzeczywista świadomość co i jak.

Jak poznać, że dziecko jest już gotowe? Matczyna intuicja jest zwykle niezawodna. Plus sygnały – maluch zauważa, że ma mokro, zaczyna mu to przeszkadzać, obserwuje inne dzieci na nocnikach (o ile ma taką możliwość)…

Kilka słów, jak my to sobie zorganizowaliśmy, może Wam się przydadzą moje doświadczenia :)

I u Bruna, i u Niny przygotowałam wszystko podobnie.

Ze sporym wyprzedzeniem wyposażyłam ich w nocnik. Niekoniecznie na nim chcieli siadać, ale był w domu i opowiadałam, że rodzice chodzą siusiu do łazienki i oni też mogą, na nocnik.

Zakupiłam książeczki tematyczne i czytałam z komentarzem, że oni są już całkiem duzi i tez niedługo zaczną chodzić bez pieluszki.

Pojechałam z dziećmi do sklepu, aby wybrały sobie majteczki. Wcześniej zrobiłam rozeznanie, gdzie znajdę takie, które powinny się spodobać. W tamtym czasie dla Bruna była ważna Myszka Miki, dla Niny kolor różowy.

U obojga zastosowałam tę samą metodę. Czyli pewnego dnia zamiast pieluchy – majteczki. I niech się dzieje co chce! To dlatego lato sprzyja odpieluchowaniu, bo dużo łatwiej sobie poradzić z mokrymi spodniami na spacerze jak jest ciepło lub bardzo ciepło niż jak mroźno ;)

Wcześniej należy się do tego nieco przygotować logistycznie. Zasiusiane adidaski musza zostać wyprane i dość długo schną. Dlatego Szczególnie warto mieć w pogotowiu buty typu crocsy, które wystarczy przepłukać i są czyste. Ja nawet miałam zapasowe ubranka podzielone na jasne i ciemne, żeby na koniec dnia móc łatwiej zarządzić praniem – jednego dnia do prania wszystko ciemne, następnego wszystko jasne i jakoś się udało.

Nie oszukujmy się – przez pierwsze dni wszystko leci w majtaski. U Bruna po 4 dniach już co trzecie siusiu było zaanonsowane, po tygodniu co drugie, a po ok. 10 dniach każde.

Z Niną było nieco inaczej - w dniach 1-9 zero siusiu w nocniku (byłam juz bliska poddania się! ), w dniu 9. przełom! Potem ze dwa dni pół na pół, a potem juz pełna kontrola.

U Niny pojawiła się tez przeszkoda obiektywna – brak cierpliwości. Namówiona siadała na nocnik, po czym wstawała po 3 sekundach rozczarowana, że nic nie wyleciało. Uznała zatem, że na nocniku siusiu śpi, nie ma co siadać, bo i tak nic nie leci i siusiu się robi na podłogę. Doszłam do takiej wprawy, że wiedziałam, że szklanka wody wyleci po 12-15 minutach. Ale i tak nie udawało się złapać do nocnika, bo Ninka wytrzymywała tam naprawdę sporo poniżej 10 sekund.

I tu sukces odniosła szczególnie jedna książeczka - Nocnik dla dziewczynek*, bo tam jest baaaardzo dosadnie podkreślony fakt, że trzeba poczekać – cała stronę dziewczynka czeka. Jak mi się udało przytrzymać Ninę na nocniku z książeczką, to i udało się złapać siusiu (też nie za pierwszym razem). A jak się udało złapać pierwszy raz (po ok. tygodniu), to już poszło gładko. Zaklikało i Nina zaczęła sama biegać do nocniczka i tylko wołała, że siusiu już w nocniku.

*jest też wersja dla chłopców

A teraz słów kilka o osprzęcie.

Nie obejdzie się bez nocnika ;)
Ninka korzysta z nocnika Prince Lionheart (139 zł), z którego jestem naprawdę zadowolona. Siedzi  na nim wygodnie bo jest duży, masywny i stabilny. Miseczka do wylewania zawartości jest natomiast mała i poręczna. Ninka sama wylewa ją z łatwością z czego jest bardzo dumna. jest też model 3w1 (99zł) – ten również bardzo polecam. Zajmuje mniej miejsca, jest również bardzo wygodny, no i zamienia się w podwyższenie, które z pewnością Wam się przyda.

                                            

Nocnik turystyczny pokazałam Ninie na spacerze. Na początku niezbyt jej się ten pomysł spodobał, ale to dlatego, że było to trochę za wcześnie. Kiedy Nina przyzwyczaiła się już do tego, że nie ma pieluszki i podstawy zostały opanowane pokazałam jej drugi raz jako specjalny nocnik na spacery. Poskutkowało, działa.

Nocnik turystyczny (62 zł) to świetna sprawa na spacerze, w podróży, na wczasach. Szczególnie sprawdza się dla dziewczynek. Nocnik jest wygodny, poręczny i co najważniejsze zawsze pod ręką! Młodsze dzieci nie zawsze potrafią wytrzymać te parę minut, więc nocnik, który mamy gotowy w ciągu kilku sekund niezwykle ułatwia życie.

Podczas wakacji korzystaliśmy z niego w hotelu – jako nakładki, na spacerze i na plaży. Z nim nie trzeba było szukać miejsca przy zejściach na plaże, które zazwyczaj są bardzo brudne. Wystarczyło schować się za krzaczkiem czy parawanem. Dzięki woreczkom można po sobie posprzątać, więc jest czyściutko.

W tym roku na rynku pojawił się nowy model nocnika turystycznego – nocnik jednorazowy o wymownej nazwie TRON. Początkowo pomyślałam, że to dziwaczny pomysł, ale jednak po zastanowieniu się już mam zawsze jeden w samochodzie, jeden w torebce… Bo może się zdarzyć nawet już dawno odpieluchowanemu dziecku, że zajdzie nagła potrzeba i własny nocniczek, znany model, jest dużo przyjaźniejszy niż jakakolwiek publiczna toaleta. A na wyjazd wakacyjny na pewno wezmę kilka sztuk, bo przy drodze nigdy nie wiadomo, z toaletami bywa różnie.

Mi bardzo przydały się także saszetki na mokre rzeczy. Bo suche łatwo mieć w torbie, ale jak się zdarzy wpadka, to już bieda, bo co zrobić z mokrymi rzeczami? Polecamy te marki Skip Hop (59zł)lub JL Childress (55zł).

                                   

Pozostała jeszcze kwestia nocek. Przy Brunie – wyczekałam kilka nocy pod rząd z sucha pieluchą (po ok. 3 tygodniach od startu akcji w dzień) i wyjęłam na stałe. To samo chciałam zrobić z Niną, ale mnie uprzedziła! Któregoś dnia wyszła wieczorem z łóżka, przydreptała do mnie i powiedziała: jestem juz duża i nie potrzebuję pieluchy. Wcale! Więc posłusznie wyjęłam i się udało! Jednak zawsze polecam prześcieradła lub podkłady specjalne, gdyż dwie-trzy wpadki mogą zostawić niemiłe wspomnienie na łóżku na dłuuugo niestety. A tak i my śpimy spokojnie.

Na koniec jeszcze jeden niezwykle praktyczny produkt, który pomaga w całym tym procesie – wkładki wózków i fotelików samochodowych Close Parent (54zł). Łatwiej przecież uprać wkładkę niż cały fotelik. Sama co prawda nie miałam okazji korzystać, ale wiem, że Mamy są z nich zadowolone :)